Jazz Cafe wtorek, 16 styczeń 2018
Jazz Cafe

Najbliższe koncerty

30.01.2018 wtorek godz. 20.00

Voo Voo

bilety 100 zł


Zapraszamy na koncert Voo Voo w składzie:

Wojciech Waglewski - gitary, śpiew
Mateusz Pospieszalski - saksofony, śpiew
Karim Martusewicz - gitara basowa
Michał Bryndal - perkusja

Voo Voo istnieje nieprzerwanie ponad ćwierć wieku. To jedna najbardziej żywotnych i pracowitych marek w historii polskiej muzyki. W ich nagraniach usłyszeć można echa najróżniejszych światów, dziś już klasycznych, ale nade wszystko bardzo osobisty świat Voo Voo. Bo przecież najwybitniejsze - a pisane przystępnym językiem - dzieła tego zespołu wciąż pozostają inspiracją dla twórczych poszukiwań współczesnej muzyki.

Czy Voo Voo gra jazz? Tak, bo w tym graniu jest jazzu nieskończoność i rozpęd. Czy gra rocka? Tak, bo w tym graniu jest rocka prostota. Czy gra coś jeszcze? Na pewno. Gra dużo!
A w przypadku nawet najbardziej rockowych dokonań tego bandu słychać elementy muzyki etnicznej, albo klasycznej, czasem takie też niekonwencjonalne instrumentarium. Zespół lubi dialogować z artystami z wielu stron świata (od Azji, przez Podhale, po Amerykę Południową i Afrykę), ale lubi też spotykać się „jedynie sam ze sobą”. Wszystko to składa się na sztukę daleką od utartych podziałów i skostniałych rygorów. W roku 1995, Wojciech Waglewski - lider grupy - został uhonorowany „Paszportem Polityki” za "łączenie muzyki różnych kultur". W latach: 1994, 2008, 2009 został laureatem „Fryderyka” - najważniejszej nagrody polskiego środowiska muzycznego (kategoria: „Kompozytor Roku”). Każdy z muzyków Voo Voo współpracuje również z innymi formacjami. Te doświadczenia pozwalają wciąż udoskonalać oryginalne brzmienie grupy. Ale nikt tak do końca nie wie, jak nazwać tę muzykę… I dobrze - wystarczy słuchać. I to duchem, a nie (tylko) uchem... I pamiętać, że tu, jak w dobrym kinie, niektóre historie wydarzają się poza słowami i poza kadrem!

7 marca 2017 to data premiery najnowszej płyty zespołu Voo Voo „7”.

Tym razem kluczem do płyty jest czas i jego nieustanny upływ. A znalazło się na niej zaledwie siedem, za to długich (siedmio, ośmiominutowych) utworów, a każdy z nich jest zatytułowany od kolejnych dni tygodnia. Prowokacyjne słowa Wojciecha Waglewskiego, w dość szczególny sposób zapraszające do lektury „7” („Syn mi powiedział: Już nie musisz nikomu niczego udowadniać. Nagraj coś, czego nikt nie kupi. Poszedłem za tą radą”) zachęciły mnie, bym w tym miejscu zastanowił się wpierw nad swoją rolą… Od kilkunastu lat nie jestem tu chyba po to, by jakimś wazeliniarskim zestawem mniej, czy bardziej udanych fraz, przekonywać i namawiać kogokolwiek do Voo Voo. Wydaje mi się, że jestem tu raczej tylko po to, by napisać od czasu do czasu, o własnych emocjach związanych z tym właśnie zespołem, jego koncertowymi, czy też wydawniczymi poczynaniami. Czego od tego zespołu wciąż oczekuje? Na co czekam? I co od nich dostaje?
W mym pisaniu o tym zespole nie powoduje mną chęć „szufladkowania”, ale po prostu od płyt dojrzałych muzyków oczekuje konkretnej, spójnej artystycznie propozycji.
To, co możemy usłyszeć na „7” jest więc po raz kolejny znów Inne (w sensie ogólnego konceptu albumu i jego stylistyki) od dotychczasowych spotykań z Voo Voo. Ale jawi mi się równocześnie, jako dopełniające kontynuowanie sposobu myślenia o muzyce, przekraczającej tak naprawdę od pierwszej płyty granice i rockowych, i piosenkowych konwencji.
Warto na pewno zwrócić na narracyjny charakter tej muzyki. Każdy dzień, czyli każdy z utworów „7”, to opowieść, która ma swoje miejsce w czasie, ale i przestrzeni. Literacko, poranek ciekawie zderza się tu co rusz ze zmierzchem. A lider (co też nie jest jakąś nowinką) stara się, by wyśpiewywane przezeń słowa, były i liryką, i równocześnie najbardziej chyba codzienną prozą. Prozą o jego niezmiennych uczuciach...
Muzycznie, album ma charakter kameralny, bliski i dość minimalistyczny. Jednak wiele z aspektów tej muzyki wyłania się podczas nowych odtworzeń. Słyszalne stają się wtedy kolejne plany dźwiękowe, ukazując niezauważone wcześniej koncepcje, albo zabiegi aranżacyjne (patrz: np. rola gitar, fortepianu, albo zupełnie niecodziennego zestawu instrumentów perkusyjnych). Warto tych piosenek posłuchać w spokoju, ciszy i bez pośpiechu. Wymagają uwagi, a może lepiej, uważności. Przy niej dobrze już słychać precyzję muzycznych struktur i faktur, a i powściągliwość. Powściągliwą dokładność… Naturalne pytanie: Jak się to przełoży na koncertach?

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

31.01.2018 środa godz. 20.00

Voo Voo

bilety 100 zł


Zapraszamy na koncert Voo Voo w składzie:

Wojciech Waglewski - gitary, śpiew
Mateusz Pospieszalski - saksofony, śpiew
Karim Martusewicz - gitara basowa
Michał Bryndal - perkusja

Voo Voo istnieje nieprzerwanie ponad ćwierć wieku. To jedna najbardziej żywotnych i pracowitych marek w historii polskiej muzyki. W ich nagraniach usłyszeć można echa najróżniejszych światów, dziś już klasycznych, ale nade wszystko bardzo osobisty świat Voo Voo. Bo przecież najwybitniejsze - a pisane przystępnym językiem - dzieła tego zespołu wciąż pozostają inspiracją dla twórczych poszukiwań współczesnej muzyki.

Czy Voo Voo gra jazz? Tak, bo w tym graniu jest jazzu nieskończoność i rozpęd. Czy gra rocka? Tak, bo w tym graniu jest rocka prostota. Czy gra coś jeszcze? Na pewno. Gra dużo!
A w przypadku nawet najbardziej rockowych dokonań tego bandu słychać elementy muzyki etnicznej, albo klasycznej, czasem takie też niekonwencjonalne instrumentarium. Zespół lubi dialogować z artystami z wielu stron świata (od Azji, przez Podhale, po Amerykę Południową i Afrykę), ale lubi też spotykać się „jedynie sam ze sobą”. Wszystko to składa się na sztukę daleką od utartych podziałów i skostniałych rygorów. W roku 1995, Wojciech Waglewski - lider grupy - został uhonorowany „Paszportem Polityki” za "łączenie muzyki różnych kultur". W latach: 1994, 2008, 2009 został laureatem „Fryderyka” - najważniejszej nagrody polskiego środowiska muzycznego (kategoria: „Kompozytor Roku”). Każdy z muzyków Voo Voo współpracuje również z innymi formacjami. Te doświadczenia pozwalają wciąż udoskonalać oryginalne brzmienie grupy. Ale nikt tak do końca nie wie, jak nazwać tę muzykę… I dobrze - wystarczy słuchać. I to duchem, a nie (tylko) uchem... I pamiętać, że tu, jak w dobrym kinie, niektóre historie wydarzają się poza słowami i poza kadrem!

7 marca 2017 to data premiery najnowszej płyty zespołu Voo Voo „7”.

Tym razem kluczem do płyty jest czas i jego nieustanny upływ. A znalazło się na niej zaledwie siedem, za to długich (siedmio, ośmiominutowych) utworów, a każdy z nich jest zatytułowany od kolejnych dni tygodnia. Prowokacyjne słowa Wojciecha Waglewskiego, w dość szczególny sposób zapraszające do lektury „7” („Syn mi powiedział: Już nie musisz nikomu niczego udowadniać. Nagraj coś, czego nikt nie kupi. Poszedłem za tą radą”) zachęciły mnie, bym w tym miejscu zastanowił się wpierw nad swoją rolą… Od kilkunastu lat nie jestem tu chyba po to, by jakimś wazeliniarskim zestawem mniej, czy bardziej udanych fraz, przekonywać i namawiać kogokolwiek do Voo Voo. Wydaje mi się, że jestem tu raczej tylko po to, by napisać od czasu do czasu, o własnych emocjach związanych z tym właśnie zespołem, jego koncertowymi, czy też wydawniczymi poczynaniami. Czego od tego zespołu wciąż oczekuje? Na co czekam? I co od nich dostaje?
W mym pisaniu o tym zespole nie powoduje mną chęć „szufladkowania”, ale po prostu od płyt dojrzałych muzyków oczekuje konkretnej, spójnej artystycznie propozycji.
To, co możemy usłyszeć na „7” jest więc po raz kolejny znów Inne (w sensie ogólnego konceptu albumu i jego stylistyki) od dotychczasowych spotykań z Voo Voo. Ale jawi mi się równocześnie, jako dopełniające kontynuowanie sposobu myślenia o muzyce, przekraczającej tak naprawdę od pierwszej płyty granice i rockowych, i piosenkowych konwencji.
Warto na pewno zwrócić na narracyjny charakter tej muzyki. Każdy dzień, czyli każdy z utworów „7”, to opowieść, która ma swoje miejsce w czasie, ale i przestrzeni. Literacko, poranek ciekawie zderza się tu co rusz ze zmierzchem. A lider (co też nie jest jakąś nowinką) stara się, by wyśpiewywane przezeń słowa, były i liryką, i równocześnie najbardziej chyba codzienną prozą. Prozą o jego niezmiennych uczuciach...
Muzycznie, album ma charakter kameralny, bliski i dość minimalistyczny. Jednak wiele z aspektów tej muzyki wyłania się podczas nowych odtworzeń. Słyszalne stają się wtedy kolejne plany dźwiękowe, ukazując niezauważone wcześniej koncepcje, albo zabiegi aranżacyjne (patrz: np. rola gitar, fortepianu, albo zupełnie niecodziennego zestawu instrumentów perkusyjnych). Warto tych piosenek posłuchać w spokoju, ciszy i bez pośpiechu. Wymagają uwagi, a może lepiej, uważności. Przy niej dobrze już słychać precyzję muzycznych struktur i faktur, a i powściągliwość. Powściągliwą dokładność… Naturalne pytanie: Jak się to przełoży na koncertach?

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

01.02.2018 czwartek godz. 20.00

Voo Voo

bilety 100 zł


Zapraszamy na koncert Voo Voo w składzie:

Wojciech Waglewski - gitary, śpiew
Mateusz Pospieszalski - saksofony, śpiew
Karim Martusewicz - gitara basowa
Michał Bryndal - perkusja

Voo Voo istnieje nieprzerwanie ponad ćwierć wieku. To jedna najbardziej żywotnych i pracowitych marek w historii polskiej muzyki. W ich nagraniach usłyszeć można echa najróżniejszych światów, dziś już klasycznych, ale nade wszystko bardzo osobisty świat Voo Voo. Bo przecież najwybitniejsze - a pisane przystępnym językiem - dzieła tego zespołu wciąż pozostają inspiracją dla twórczych poszukiwań współczesnej muzyki.

Czy Voo Voo gra jazz? Tak, bo w tym graniu jest jazzu nieskończoność i rozpęd. Czy gra rocka? Tak, bo w tym graniu jest rocka prostota. Czy gra coś jeszcze? Na pewno. Gra dużo!
A w przypadku nawet najbardziej rockowych dokonań tego bandu słychać elementy muzyki etnicznej, albo klasycznej, czasem takie też niekonwencjonalne instrumentarium. Zespół lubi dialogować z artystami z wielu stron świata (od Azji, przez Podhale, po Amerykę Południową i Afrykę), ale lubi też spotykać się „jedynie sam ze sobą”. Wszystko to składa się na sztukę daleką od utartych podziałów i skostniałych rygorów. W roku 1995, Wojciech Waglewski - lider grupy - został uhonorowany „Paszportem Polityki” za "łączenie muzyki różnych kultur". W latach: 1994, 2008, 2009 został laureatem „Fryderyka” - najważniejszej nagrody polskiego środowiska muzycznego (kategoria: „Kompozytor Roku”). Każdy z muzyków Voo Voo współpracuje również z innymi formacjami. Te doświadczenia pozwalają wciąż udoskonalać oryginalne brzmienie grupy. Ale nikt tak do końca nie wie, jak nazwać tę muzykę… I dobrze - wystarczy słuchać. I to duchem, a nie (tylko) uchem... I pamiętać, że tu, jak w dobrym kinie, niektóre historie wydarzają się poza słowami i poza kadrem!

7 marca 2017 to data premiery najnowszej płyty zespołu Voo Voo „7”.

Tym razem kluczem do płyty jest czas i jego nieustanny upływ. A znalazło się na niej zaledwie siedem, za to długich (siedmio, ośmiominutowych) utworów, a każdy z nich jest zatytułowany od kolejnych dni tygodnia. Prowokacyjne słowa Wojciecha Waglewskiego, w dość szczególny sposób zapraszające do lektury „7” („Syn mi powiedział: Już nie musisz nikomu niczego udowadniać. Nagraj coś, czego nikt nie kupi. Poszedłem za tą radą”) zachęciły mnie, bym w tym miejscu zastanowił się wpierw nad swoją rolą… Od kilkunastu lat nie jestem tu chyba po to, by jakimś wazeliniarskim zestawem mniej, czy bardziej udanych fraz, przekonywać i namawiać kogokolwiek do Voo Voo. Wydaje mi się, że jestem tu raczej tylko po to, by napisać od czasu do czasu, o własnych emocjach związanych z tym właśnie zespołem, jego koncertowymi, czy też wydawniczymi poczynaniami. Czego od tego zespołu wciąż oczekuje? Na co czekam? I co od nich dostaje?
W mym pisaniu o tym zespole nie powoduje mną chęć „szufladkowania”, ale po prostu od płyt dojrzałych muzyków oczekuje konkretnej, spójnej artystycznie propozycji.
To, co możemy usłyszeć na „7” jest więc po raz kolejny znów Inne (w sensie ogólnego konceptu albumu i jego stylistyki) od dotychczasowych spotykań z Voo Voo. Ale jawi mi się równocześnie, jako dopełniające kontynuowanie sposobu myślenia o muzyce, przekraczającej tak naprawdę od pierwszej płyty granice i rockowych, i piosenkowych konwencji.
Warto na pewno zwrócić na narracyjny charakter tej muzyki. Każdy dzień, czyli każdy z utworów „7”, to opowieść, która ma swoje miejsce w czasie, ale i przestrzeni. Literacko, poranek ciekawie zderza się tu co rusz ze zmierzchem. A lider (co też nie jest jakąś nowinką) stara się, by wyśpiewywane przezeń słowa, były i liryką, i równocześnie najbardziej chyba codzienną prozą. Prozą o jego niezmiennych uczuciach...
Muzycznie, album ma charakter kameralny, bliski i dość minimalistyczny. Jednak wiele z aspektów tej muzyki wyłania się podczas nowych odtworzeń. Słyszalne stają się wtedy kolejne plany dźwiękowe, ukazując niezauważone wcześniej koncepcje, albo zabiegi aranżacyjne (patrz: np. rola gitar, fortepianu, albo zupełnie niecodziennego zestawu instrumentów perkusyjnych). Warto tych piosenek posłuchać w spokoju, ciszy i bez pośpiechu. Wymagają uwagi, a może lepiej, uważności. Przy niej dobrze już słychać precyzję muzycznych struktur i faktur, a i powściągliwość. Powściągliwą dokładność… Naturalne pytanie: Jak się to przełoży na koncertach?

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

08.02.2018 czwartek godz. 20.00

Marek Napiórkowski WAW-NYC

bilety 100 zł


Marek Napiórkowski z zespołem w składzie:
Marek Napiórkowski – gitary
Manuel Valera – piano
Robert Kubiszyn – gitara basowa, kontrabas
Clarence Penn – perkusja

Marek Napiórkowski - polski gitarzysta jazzowy i kompozytor. Od początku swojej kariery pojawia się na szczytach polskich rankingów, a nieprzerwanie od 2012 roku, głosami czytelników Jazz Forum, wybierany jest Jazzowym Gitarzystą Roku. Doceniany przez branżę i krytykę - ośmiokrotnie nominowany do prestiżowej Nagrody Muzycznej FRYDERYK. Grał i nagrywał m. in. z: Tomaszem Stańko, Anną Marią Jopek, Grégoirem Maretem, Mino Cinelu, Adamem Holzmanem, Marcusem Millerem, Leszkiem Możdżerem, Hadrienem Feraud, Sugar Blue, Henrykiem Miśkiewiczem, Januszem Muniakiem, Tomaszem Szukalskim, Janem "Ptaszynem" Wróblewskim, a także z Patem Metheny, Richardem Boną, Ivanem Linsem, Dhaferem Youssefem, Gonzalo Rubalcaba…

Po wydaniu nowej płyty „WAW-NYC” (2017) czołowy polski gitarzysta jazzowy rusza w kolejną trasę koncertową! Marek Napiórkowski i jego warszawsko-nowojorski zespół zaprezentuje premierowe kompozycje w kilkunastu miastach Polski.

WAW-NYC to unikatowa fuzja różnorodnych osobowości, która łączy dwa odległe miasta siłą muzyki ich jazzowych reprezentantów. Kompozycje stworzone specjalnie na tę okazję dają doświadczonym improwizatorom możliwość pełnego interakcji muzykowania, gdzie europejski koncept harmoniczny łączy się z kulturą rytmu z kolebki jazzu i kubańską żarliwością.

W niniejszym przedsięwzięciu udział wzięli znamienici przedstawiciele Warszawy i Nowego Jorku, w tym dwóch muzyków, których znamy już z poprzednich realizacji muzycznych Napiórkowskiego: jego wieloletni współpracownik, wybitny i rozchwytywany basista Robert Kubiszyn oraz nowojorski mistrz perkusji, który zagrał na wydanej w 2013 roku płycie „UP!” - Clarence Penn. Po raz pierwszy muzyczna droga Napiórkowskiego spotyka się z – nominowanym za swój ostatni album do Nagrody GRAMMY – pianistą Manuelem Valerą. Płynąca w jego żyłach kubańska krew nadała ekspresyjnych walorów wyszukanym kompozycjom Marka Napiórkowskiego.

Niewątpliwie dużą niespodzianką jest pojawienie się na płycie jednego z najwybitniejszych saksofonistów na świecie – Chrisa Pottera, artysty z jazzowego Olimpu. Jego imponujący ton można usłyszeć w utworze promującym album - „The Way”, do którego oryginalne partie na saksofonie tenorowym oraz klarnecie basowym zarejestrował w nowojorskim studio.

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

10.02.2018 sobota godz. 20.00

Anna Maria Jopek "Najciszej"

bilety 170 zł


Muzyka do przytulenia - takie założenie artystyczne przyjęła Anna Maria Jopek na lutowe, około walentynkowe grania. O miłości, akustycznie, w doborowym towarzystwie…

ANNA MARIA JOPEK - „NAJCISZEJ”

Po koncertach w wielkich salach, w których zagrała z Gonzalo Rubalcabą, czekając na swój nowy projekt z Branfordem Marsalisem, Anna Maria Jopek wraca do mniejszych miejsc z prawdziwą kameralistyką. Zaprasza AMJ:
Czekanie na wiosnę strasznie się dłuży. Chcemy być dla Państwa odrobiną ciepła i światła w tym czasie, stąd pomysł grania cichutko, ale bardzo energetycznie. Potrzebuję też pewnej dawki piękna i harmonii w tych burych miesiącach, dlatego z radością wykonamy bossanovy – w najlepszej z możliwych konfiguracji ludzkich do takiego grania. Wystąpią:

Kuba Stankiewicz – sama wrażliwość pianistyki
Mitchell Long – gitarzysta, którego przedstawiła mi Melody Gardot w Lizbonie, jest jej współpracownikiem, diabelnie muzykalnym, wszechstronnym i uroczym
Pedro Nazaruk – multiinstrumentalista i mój kompan wokalny
Robert Kubiszyn – wiadomo… tym razem tylko na kontrabasie
Paweł Dobrowolski – którego poprosiłam o całkowite rozbrojenie perkusyjne.

Założenie? Gramy energią, nie wolumenem, a kolorów, barw, środków wyrazu szukamy nie w gadżetach, a w sobie samych. Chciałabym, żeby było prosto, pięknie i najprawdziwiej. Czy się uda? Zapraszamy. Sprawdzimy to razem.

Anna Maria Jopek – wokalistka, songwriterka, improwizatorka, wizjonerka, pasjonatka.
Absolwentka Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawa w klasie fortepianu. Studiowała również filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Śpiewu uczyła się prywatnie u legendarnej prof. Darii Iwińskiej (wcześniej nauczycielki ojca AMJ, Stanisława Jopka, który też był śpiewakiem). Jako pianistka debiutowała mając zaledwie 12 w cyklu koncertów dla dzieci w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Natomiast jako wokalistka debiutowała na Festiwalu Piosenki w Białorusi „Słowański Bazar”, gdzie otrzymała osobistą nagrodę Michela Legranda (przewodniczącego jury festiwalu). Nagrywa i koncertuje na całym świecie z najważniejszymi postaciami naszych czasów. W Polsce miała zaszczyt śpiewać z Markiem Grechutą, Jeremim Przyborą czy Wojciechem Młynarskim. Na światowych scenach z takimi artystami jak m.in. Pat Metheny, Youssu’n Dour, Bobby McFerrin, Ivan Linz, Branford Marsalis, Nigel Kennedy, Richard Bona, Oscar Castro-Neves, Makoto Ozone, Noa czy Gonzalo Rubalcaba. W 2017 w noworocznym koncercie telewizyjnym spontanicznie wystąpiła też w duecie ze Stingiem. Śpiewała na najbardziej prestiżowych scenach świata, takich jak: Carnegie Hall, Hollywood Bowl, Royal Festival Hall, Opera w Tokio i Tel Awiwie, Blue Note Tokyo w Hamer Hall w Melbourne. Nagrywała w studiach Real World u Petera Gabriela, Abbey Road w Londynie i Power Station w Nowym Jorku.
Zdobyła wszystkie możliwe prestiżowe nagrody i wyróżnienia, włącznie z Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przyznanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za promowanie polskiej sztuki na świecie. Od pięciu lat eksperymentuje z formami scenicznymi. Wystąpiła w spektaklu „Czas Kobiety” w reż. Leszka Mądzika, dla którego współkomponowała muzykę oraz współpracowała z Teatrem Pieśni Kozła.
Ostatni album AMJ z Gonzalo Rublcabą „Minione” uzyskał status podwójnej platyny.

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

11.02.2018 niedziela godz. 20.00

Anna Maria Jopek "Najciszej"

bilety 170 zł


Muzyka do przytulenia - takie założenie artystyczne przyjęła Anna Maria Jopek na lutowe, około walentynkowe grania. O miłości, akustycznie, w doborowym towarzystwie…

ANNA MARIA JOPEK - „NAJCISZEJ”

Po koncertach w wielkich salach, w których zagrała z Gonzalo Rubalcabą, czekając na swój nowy projekt z Branfordem Marsalisem, Anna Maria Jopek wraca do mniejszych miejsc z prawdziwą kameralistyką. Zaprasza AMJ:
Czekanie na wiosnę strasznie się dłuży. Chcemy być dla Państwa odrobiną ciepła i światła w tym czasie, stąd pomysł grania cichutko, ale bardzo energetycznie. Potrzebuję też pewnej dawki piękna i harmonii w tych burych miesiącach, dlatego z radością wykonamy bossanovy – w najlepszej z możliwych konfiguracji ludzkich do takiego grania. Wystąpią:

Kuba Stankiewicz – sama wrażliwość pianistyki
Mitchell Long – gitarzysta, którego przedstawiła mi Melody Gardot w Lizbonie, jest jej współpracownikiem, diabelnie muzykalnym, wszechstronnym i uroczym
Pedro Nazaruk – multiinstrumentalista i mój kompan wokalny
Robert Kubiszyn – wiadomo… tym razem tylko na kontrabasie
Paweł Dobrowolski – którego poprosiłam o całkowite rozbrojenie perkusyjne.

Założenie? Gramy energią, nie wolumenem, a kolorów, barw, środków wyrazu szukamy nie w gadżetach, a w sobie samych. Chciałabym, żeby było prosto, pięknie i najprawdziwiej. Czy się uda? Zapraszamy. Sprawdzimy to razem.

Anna Maria Jopek – wokalistka, songwriterka, improwizatorka, wizjonerka, pasjonatka.
Absolwentka Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawa w klasie fortepianu. Studiowała również filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Śpiewu uczyła się prywatnie u legendarnej prof. Darii Iwińskiej (wcześniej nauczycielki ojca AMJ, Stanisława Jopka, który też był śpiewakiem). Jako pianistka debiutowała mając zaledwie 12 w cyklu koncertów dla dzieci w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Natomiast jako wokalistka debiutowała na Festiwalu Piosenki w Białorusi „Słowański Bazar”, gdzie otrzymała osobistą nagrodę Michela Legranda (przewodniczącego jury festiwalu). Nagrywa i koncertuje na całym świecie z najważniejszymi postaciami naszych czasów. W Polsce miała zaszczyt śpiewać z Markiem Grechutą, Jeremim Przyborą czy Wojciechem Młynarskim. Na światowych scenach z takimi artystami jak m.in. Pat Metheny, Youssu’n Dour, Bobby McFerrin, Ivan Linz, Branford Marsalis, Nigel Kennedy, Richard Bona, Oscar Castro-Neves, Makoto Ozone, Noa czy Gonzalo Rubalcaba. W 2017 w noworocznym koncercie telewizyjnym spontanicznie wystąpiła też w duecie ze Stingiem. Śpiewała na najbardziej prestiżowych scenach świata, takich jak: Carnegie Hall, Hollywood Bowl, Royal Festival Hall, Opera w Tokio i Tel Awiwie, Blue Note Tokyo w Hamer Hall w Melbourne. Nagrywała w studiach Real World u Petera Gabriela, Abbey Road w Londynie i Power Station w Nowym Jorku.
Zdobyła wszystkie możliwe prestiżowe nagrody i wyróżnienia, włącznie z Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przyznanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za promowanie polskiej sztuki na świecie. Od pięciu lat eksperymentuje z formami scenicznymi. Wystąpiła w spektaklu „Czas Kobiety” w reż. Leszka Mądzika, dla którego współkomponowała muzykę oraz współpracowała z Teatrem Pieśni Kozła.
Ostatni album AMJ z Gonzalo Rublcabą „Minione” uzyskał status podwójnej platyny.

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl

10.03.2018 sobota godz. 20.00

Elida Almeida - Siesta w drodze

bilety 160 zł


Marcin Kydryński prezentuje
SIESTA W DRODZE: ELIDA ALMEIDA

ELIDA ALMEIDA, wschodząca gwiazd muzyki z Wysp Zielonego Przylądka, ponowne na zaproszenie Marcina Kydryńskiego powraca do Polski na serię koncertów.
Elida Almeida pochodzi z wyspy Santiago, lecz wychowała na Maio. Jej ojciec zmarł, gdy była dzieckiem, próbowała pomagać matce, która miała mały uliczny kiosk, bardzo szybko sama została matką, musiała zająć się dzieckiem i swoimi młodszymi braćmi. Te wczesne życiowe zakręty stały się inspiracją dla jej pierwszych piosenek zebranych na debiutanckiej płycie o znamiennym tytule „Chwile szczęścia, chwile goryczy”. Dojrzała twórczość, ale i młodzieńczy czar zaledwie dwudziestojednoletniej artystki zafascynowały legendarnego producenta Cesarii, Jose da Silvy. Nie tylko przyjął Elidę do grona swoich podopiecznych, ale związał z nią w życiu. Dziś to jedna z najciekawszych artystek Luzofonii, o silnej pozycji wśród artystów z Wysp. Na ostatniej płycie Lury pojawił się kapitalny duet obu wokalistek, „Nhu Santiago”.

Nie zabraknie także utworów z najnowszej płyty „Kabrada“, która ukazała się na rynku 20 października 2017.

Nowa piosenka Elidy „Beresu D”oru” otwiera najświeższą kompilację „Siesta XIII” Marcina Kydryńskiego. „To był u nas <>, jakkolwiek absurdalnie brzmi ta fraza w kontekście radiowej Siesty. Słuchać, że Wyspy są w połowie drogi z Portugalii na Kubę” – podkreśla MK.

Elida Almeida (śpiew), Hernani Almeida (gitara), Nelida da Cruz (bas), Diego Gomes (piano), Magik Santiago (perkusja)


SIESTA W DRODZE: Dwie godziny niezobowiązującej, niczym nieskrępowanej muzyki przyjaznej człowiekowi - mówi od lat Marcin Kydryński w swoim autorskim programie w każdą niedzielę na antenie Radiowej Trójki. Założeniem Siesty w Drodze jest prezentacja na żywo artystów znanych z niedzielnych audycji Siesta oraz z bestsellerowych kompilacji Siesta (wydano już X edycji). Prowadzącym oraz dyrektorem artystycznym Siesty w Drodze jest Marcin Kydryński, radiowiec, autor i kompozytor tekstów, producent płyt i fotograf. Współorganizator Siesta Festival. Jak sam przyznaje: „zaczęliśmy w okolicach święta zakochanych, w lutym 2012, by następnie spotykać się co kilka miesięcy i doprowadzić rokrocznie do szczęśliwej kulminacji na Siesta Festivalu u progu maja i dalej grać aż do końca roku. Z nadzieją, że te koncerty, jak ich radiowa starsza siostra, na trwałe wpiszą się w życiorys setek, jeśli nie tysięcy ludzi. Będę zaszczycony mogąc objąć artystyczne przywództwo przedsięwzięcia i przyjmując rolę prowadzącego każdy z wieczorów. „Artyści występujący w Sieście w Drodze są szeroko promowani
w cotygodniowej autorskiej audycji Marcina Kydryńskiego w radiowej Trójce, dzięki czemu cały projekt uzyskuje unikatowy charakter i szeroki wydźwięk medialny

Rezerwacja biletów: jazzcafe@jazzcafe.com.pl


Jazz Cafe ul. Warszawska 69, 05-092 Łomianki, tel. (0-22) 751-41-12